26.05.2018 - WYWIAD / WIDEO

W minioną środę swoim doświadczeniem w jeździe samochodem elektrycznym podzieliła się z nam Pani Katarzyna Maćkowiak z T&T Proenergy, która na co dzień po swoim rodzinnym Lesznie porusza się niedużym dwuosobowym elektrykiem sprowadzonym z Chin.

Jej przygoda z poruszaniem się samochodem zasilanym na prąd rozpoczęła się trzy lata temu. Od tej chwili Pani Kasia uważa, że nie ma lepszej alternatywy dla sprawnego i szybkiego poruszania się po mieście. Dodatkowo zwróciła naszą uwagę na ekonomiczność takiego sposobu transportu. Sama swój samochód ładuje obok rodzinnej firmy, gdzie za sprawą Pana Romana Tabaki – ojca Pani Katarzyny postawiono ładowarkę, z której prąd pochodzi z baterii fotowoltaicznych! Co więcej każdy użytkownik auta elektrycznego może z niej skorzystać całkowicie za darmo!

Pani Kasia zwróciła także naszą uwagę na niezawodność pojazdu elektrycznego, który w przeciągu trzech lat użytkowania nie zepsuł się ani razu! Jest to argument dla wszystkich tych, którzy obawiają się zakupu takiego auta ze względy na niewiele punktów serwisowych.

Na koniec rozmowy zapewniła nas, że nie jest to na pewno jej ostatnie auto elektryczne i już przymierza się do zakupu kolejnego.

Wywiad z Panią Katarzyną Maćkowiak z T&T Proenergy

Anna Różańska (A.R.): Jesteśmy dzisiaj w Lesznie w T&T Proenergy, gdzie rozmawiamy z Panią Katarzyną Maćkowiak, która zajmuje się projektowaniem farm fotowoltaicznych, a na co dzień porusza się samochodem elektrycznym. Pani Kasiu od jak dawna porusza się Pani samochodem zeroemisyjnym i skąd w T&T Proenergy pomysł na jego zakup?
Katarzyna Maćkowiak (K.M.): Samochodem elektrycznym jeżdżę już od trzech lat. Pomysł pojawił się, ponieważ w naszej rodzinnej firmie zajmujemy się projektowaniem oraz wykonawstwem farm fotowoltaicznych. Naszych klientów przeprowadzamy przez ten proces od początku do końca. Naszą misją jest więc wspieranie odnawialnych źródeł energii, co łączy się również z ekologią. Dlatego też stwierdziliśmy, że posiadanie auta elektrycznego bardzo wpisuje się w naszą misję.

A.R.: To nie jest jedyny samochód elektryczny w Państwa flocie?
K.M.: Dokładnie. Pierwszy samochód to ten, którym Pani dzisiaj pokażę – dwuosobowy elektryk sprowadzony z Chin. Drugim, również zakupionym trzy lata temu, była Tesla. Rok temu kupiliśmy także BMW i3. Samochody elektryczne posiadamy więc już od trzech lat.

A.R.: Rozumiem, że na co dzień porusza się Pani tym najmniejszym?
K.M.: Tak, tym najbardziej kobiecym.

A.R.: A jakie są Pani odczucia? Zauważa Pani jakieś różnice? Bo rozumiem, że wcześniej poruszała się Pani samochodem spalinowym?
K.M.: Tak, wcześniej na co dzień poruszałam się samochodem spalinowym. Pierwsza różnica jaką zauważył każdy komu pozwoliliśmy przetestować nasze elektryczne auta to absolutna cisza po odpaleniu silnika. Nie ma ryku silnika! Nie wydobywa się żaden dźwięk! Dla mnie było to zaskakujące. Za pierwszym razem zastanawiałam się, czy mogę już jechać czy nie. To dla mnie największa i najbardziej zaskakująca różnica.

A.R.: A czy były jakieś mniej pozytywne odczucia?
K.M.: Od początku uczyłam się tego samochodu. Akurat w tym modelu nie mamy możliwości sprawdzenia ile nam kilometrów zostało, jaki zasięg możemy jeszcze pokonać. Poziom załadowania pokazuje nam wskaźnik. Jeżeli wskaźnik wskazuje pole zielone, wiemy, że mamy ok. 80% załadowania. Na żółtym mamy ok. 50%. Trudnością dla mnie na początku było więc dostosowanie się do tego, musiałam wymierzyć sobie odległości jakie mogę przejechać. Trzy lata temu, kiedy samochód miał nowe akumulatory, mógł przejechać ok. 120 km. Zimą połowę z tego. Od początku planując moją podróż musiałam się zastanowić ile przejadę tego dnia i na ile muszę mieć naładowany samochód. Najgorzej na początku było w ostatnich momentach, kiedy wskaźnik był już na żółtym tle.

A.R.: Czyli tu znowu pojawia się kwestia planowania podróży… Ale czy mimo to normalnie podróżuje Pani na co dzień po Lesznie?
K.M.: Tak. Spokojnie jest to do ogarnięcia. Myślę, że jest to miastowe auto. Jeżdżąc do pracy wiemy, jaki dystans musimy pokonać. Poza tym zapas zawsze zostaje, więc mogę pojechać do sklepu czy załatwić jakieś inne sprawy, a w między czasie też się podładować, np. w miejscu pracy. Mamy wtyczkę, przedłużacz, możemy więc podpiąć to autko normalnie do gniazdka i podładować. Dlatego tak naprawdę z jazdą po mieście nie mam żadnego problemu.

A.R.: Czy na ulicach ludzie rozpoznają, że jest to samochód elektryczny? Wyglądem nie różni się on od spalinowego.
K.M.: Oczywiście! Pojawiają się komentarze i pytania. Nawet dzisiaj! Zresztą jest to samochód rozpoznawany na drogach w Lesznie. Od początku ludzie spoglądali z zaciekawieniem, gdyż wydawało im się, że coś nie tak jest z tym samochodem. Było to dla nich coś nowego. Również naklejki z obu stron auta z niemieckim napisem „100% elektrisch”, czyli „100% elektryczny” pokazują mieszkańcom miasta co to za pojazd. Co do samego auta to miałam i wciąż mam dużo pytań. Ostatnio nawet Pan specjalnie zagrodził mi drogę podczas zjazdu na parking. Nie wiedziałam o co chodzi, ale Pan wysiadł, podszedł i zapytał „Bardzo Panią przepraszam, ale czy to jest samochód elektryczny? Jaki dystans jest w stanie pokonać? Gdzie ja go mogę kupić?” Nie pierwszy raz pojawiły się takie pytania, ale pierwszy raz w takiej formie. Widać, że ludzie są zainteresowani, a ten Pan zdradził, że chciałby kupić takie autko dla żony. Miałoby być drugim samochodem w gospodarstwie domowym.

A.R.: A jakie widzi Pani bariery w rozwoju elektromobilności?
K.M.: Przede wszystkim dostępność i koszt takiego samochodu. Na przykładzie tego auta – ludzie nie wiedzą, gdzie taki pojazd kupić. Oczywiście te znane marki dają już możliwość zakupu elektryka lub auta hybrydowego, ale ludzie wciąż nie są przekonani. Nie chcą traktować tego auta jako głównego środka transportu do poruszania się na co dzień. Dobrym rozwiązaniem mogłoby być ułatwienie dostępu do zakupu takiego niedużego auta i pokazanie ludziom, że może to być właśnie to drugie autko w gospodarstwie domowym. Jako dobry sposób przemieszczania się do pracy czy zawożenie i odbieranie dzieci ze szkoły, a także na zakupy. To przyciągnie ludzi. Koszty to jedna rzecz, ale problemem jest brak wiedzy na temat elektromobilnośći i kwestii z nią związanych jak na przykład ładowania i zasięgu aut – jak się ładować, gdzie ładować. Ja mam możliwość ładowania w pracy, ale nie każdy tak może! Również obecna infrastruktura jest problemem. Ludzie boją się także kosztów związanych ze zużyciem akumulatora, który trzeba wymienić po jakimś czasie.

A.R.: A jak wyglądają codzienne koszty użytkowania takiego auta? Oprócz kosztów ładowania jak wygląda kwestia serwisowania czy napraw takiego pojazdu?
K.M.: To aż dziwne, ale nie spotkaliśmy się z żadną usterką w naszym elektryku, więc faktycznie nie mieliśmy żadnych napraw. Co do kosztów więc nie mogę się wypowiedzieć. Oczywiście trzeba zapłacić za przegląd i za ubezpieczenia, ale są to standardowe koszty. Jeżeli chodzi o koszty ładowana to zrobiliśmy wyliczenie. Jego koszt dla naszego auta to 3,60 zł, czyli naprawdę niedużo! My jednak na siedzibie firmy posiadamy panele fotowoltaiczne, dlatego ładujemy się na słońce, czyli całkowicie za darmo! Jest to najlepsze i najbardziej ekologiczne rozwiązanie!

A.R.: A jak wyglądają koszty ubezpieczenia? Czy różnią się one od tego, które płacimy w przypadku auta spalinowego? Czy pojawiły się tu jakieś trudności?
K.M.: Nie, absolutnie nie było żadnych trudności. Była to standardowa procedura.

A.R.: Kolejny plus. Porusza się Pani bardzo prostym w obsłudze autkiem, które nawet nie pokazuje ilości przejechanych kilometrów. Proszę powiedzieć jak kształtuje się cena takiego autka?
K.M.: My płaciliśmy w euro. Trzy lata temu koszt takiego autka wynosił coś między 20-30 tys.

A.R.: Czyli autko dostępne dla portfela, gorzej jednak ze sprowadzeniem.
K.M.: Dokładnie

A.R.: Czy w Pani odczuciu stawianie na elektromobilność jest dobrym kierunkiem?
K.M.: Jak najbardziej! Piękne jest to, że mogę jeździć „na słońce. Jest to bardzo proekologiczne! Nie ma hałasu, ani zapachu spalin. Mam nadzieję, że w tym kierunku będzie zmierzać elektromobilność.

A.R.: Czy firma T&T Proenergy ma jakiś pomysł, co zrobić, żeby dołożyć swoją cegiełkę do rozwoju elektromobilności?
K.M.: Oczywiście! Obecnie jesteśmy właścicielami jednego z prototypów ładowarki. Prace wciąż trwają. Trzeba dopiąć na ostatni guzik oprogramowanie. Chcemy stworzyć sieć ładowarek na zieloną energię w całej Polsce. Prace trwają!

A.R.: W takim razie może pokaże nam Pani jak się jeździ takim autkiem?
K.M.: Oczywiście! Zapraszam na przejażdżkę!

napisz do nas

info@kobietazakolkiemelektryka.pl
tel.: +48 732 996 540, +48 795 541 222

Organizator kampanii

Polskie Stowarzyszenie Elektromobilności
ul. Jana III Sobieskiego 102A lok. U7
00-764 Warszawa

www.psem.pl